#antekpodrozuje

Kraków - krótki spacer po mieście (sierpień 2017)

Sierpniowy wyjazd do Krakowa związany był z odbiorem osobistym wiz do Iranu w biurze firmy Aina Travel. O możliwości wyrobienia wiz wspominałem w tym artykule. Nic nie stało na przeszkodzie, aby zamówić kuriera, ale z drugiej strony z uwagi na niewielką odległość postanowiliśmy oboje pojechać do stolicy Małopolski i pozwiedzać ją jeszcze trochę, szczególnie, że podczas kwietniowych odwiedzin Krakowa nie udało się nam zobaczyć wszystkiego.  

#PODRÓŻ 
Na wyjazd wybraliśmy początek sierpnia. Podróż do Krakowa odbyliśmy autem razem z naszym znajomym, który akurat tego dnia również jechał w tym kierunku, w związku z czym na miejscu byliśmy około południa.  

Od razu po przyjeździe postanowiliśmy zjeść obiad. Po kilku minutach marszu ulicą Królewską naszym oczom ukazał się bar mleczny Żak. Teraz zagadka. Czy w Krakowie można zjeść dwudaniowy obiad za 10zł? Ano można. Okazało się, że danie dnia, w skład którego wchodziła grochówka oraz łazanki kosztowało 9,59zł. Dodatkowo porcja pierogów ruskich z sałatką kosztowała około 8zł. Posiłek był całkiem smaczny. 

Po konsumpcji skierowaliśmy się na ulicę Serenego Fenn'a, gdzie mieści się biuro Aina Travel. Odbiór wiz zajął nam dosłownie kilka minut. Przy okazji zwiększyliśmy zakres ochrony ubezpieczenia, które wykupowałem online podczas składania wniosków wizowych oraz rozszerzyłem go na cały wyjazd. Na miejscu istnieje możliwość płatności kartą. 

#STARY KLEPARZ 
Podczas kwietniowego wyjazdu do Krakowa pominęliśmy wizytę na Rynku Kleparskim, mimo że byliśmy bardzo blisko. W związku z tym po odebraniu wiz poszliśmy w jego stronę. Koło hali targowej między kamienicami wciśnięty jest kościół św. Wincentego a Paulo, który powstał w drugiej połowie XIX wieku, a na początku XX wieku został rozbudowany. 

Tradycja handlu na Rynku Kleparskim sięga połowy XIV wieku. Obecnie są to budy targowe połączone zadaszeniem.

Można kupić tradycyjne jedzenie, świeże warzywa i owoce, artykuły spożywcze i inne.  

Następnym odwiedzonym miejscem był Plac Jana Matejki, na środku którego stoi Pomnik Grunwaldzki.  

Minęliśmy Barbakan (wewnątrz byliśmy w kwietniu) i przez Bramę Floriańską doszliśmy do ulicy Pijarskiej, przy której mieści się kościół Przemienienia Pańskiego z XVIII wieku.

W kwietniu był zamknięty, wówczas zrobiliśmy zdjęcie przez kratę. Tym razem świątynia stała otwarte i weszliśmy do środka.

Wnętrz jest ciekawe i robi wrażenie. Polecam odwiedzić ten kościół.  

Po wyjściu ze świątyni poszliśmy ulicą św. Jana w stronę Muzeum Bursztynu. Po drodze wpadliśmy na chwilę do Galerii Andrzeja Mleczki. Kawałek dalej wstąpiliśmy do niewielkiego kościółka św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty z XII wieku.

Wewnątrz znajduje się cudowny Obraz Matki Bożej Świętojańskiej. 

#MUZEUM BURSZTYNU 
Muzeum Bursztynu (Amber Museum) mieszczące się przy ulicy św. Jana jest miejscem wartym uwagi. Z zewnątrz wygląda niczym zwykły jubiler.

Wstęp jest darmowy, a po wejściu na początku pomieszczenia jest wystawa biżuterii, którą można kupić. W dalszej części muzeum są eksponaty. Ekspozycja jest bardzo ciekawa. Na nas wrażenie zrobiły szachy. 

Oprócz tego są bursztyny, wewnątrz których są owady. Można je oglądać przez szkło powiększające. 

Po zwiedzeniu ekspozycji udaliśmy się na krakowski rynek.

Pospacerowaliśmy chwilę po nim i skierowaliśmy się w stronę Wawelu.

Po drodze przy Grodzkiej weszliśmy do "Fabryki Cukierków" - najmniejszej na świecie manufaktury ze słodyczami (przynajmniej tak głosił napis na witrynie). 
Wyrabiają tam świetne słodycze.
Kontynuowaliśmy spacer Grodzką, a później Kanoniczą, gdzie znajduje się dawne mieszkanie Karola Wojtyły (obecnie Muzeum Archidiecezjalne Kardynała Karola Wojtyły).  

#BASZTA SANDOMIERSKA 
Podczas kwietniowej wycieczki nie udało nam się wejść do Baszty Sandomierskiej oraz Smoczej Jamy. Tym razem postanowiliśmy to zmienić i nadrobić brakujące miejsca. Z Kanonicznej weszliśmy na Wawel, minęliśmy katedrę oraz dziedziniec i skierowaliśmy się do kas. Kolejek nie było.

Kupiliśmy bilety do Baszty Sandomierskiej oraz Smoczej Jamy. Bilet normalny do baszty kosztuje 4zł.  

Baszta Sandomierska jest jedną z trzech na Wawelu. Powstała w XV wieku. Jest to ciekawe miejsce, warto tutaj zajrzeć, tym bardziej, że wstęp jest niedrogi.

Z góry wieży jest ciekawy widok na zamek, miasto i zakole Wisły.

#SMOCZA JAMA 
Bilet normalny do Smoczej Jamy kosztuje 3zł. Wejście znajduje się na terenie zamku, a wyjście na dole przy zakolu Wisły obok rzeźby przedstawiającej Smoka Wawelskiego. Jama jest jaskinią krasową o długości 276m, schodzi się do niej krętymi schodami.

Wewnątrz trzeba uważać, aby nie potknąć się o wystające fragmenty skał, jest dosyć ciemno. Warto zajrzeć do środka, sam się sobie dziwię, że mimo wielu wizyt w Krakowie nigdy tutaj nie wszedłem.  

Przed jaskinią stoi rzeźba Smoka Wawelskiego, który według legendy mieszkał w jamie. Co kilka minut smok zieje ogniem. 

Po zwiedzeniu smoczych czeluści przespacerowaliśmy się bulwarami wiślanymi w stronę Kładki Ojca Bernatka, którą szerzej opisałem podczas kwietniowej wyprawy.

Przeszliśmy nią na drugą stronę rzeki.

Na moście znajduje się mnóstwo kłódek od zakochanych osób.  

Na drugim brzegu Wisły odszukaliśmy Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora – Cricoteka.

Rozważaliśmy wstęp do środka, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.

Dla zainteresowanych bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje 10zł.  

Wzdłuż Wisły wróciliśmy do kładki i skierowaliśmy się na krakowski Kazimierz, a konkretnie Plac Wolnica, na środku którego znajduje się fontanna "Trzech grajków" autorstwa Bronisława Chromego.  

Z tego miejsca poszliśmy na Plac Nowy. W Okrąglaku kupiliśmy smaczne rzemieślnicze lody truskawkowe – polecam. 

Następnie udaliśmy się w stronę Małego Rynku, na którym kiedyś znajdował się plac targowy. 

Znajduje się tam niewielka mała fontanna, woda spływa niczym po schodach.

Idąc w stronę rynku minęliśmy Kamienicę Hipolitów, w którym mieści się muzeum. Do środka nie wchodziliśmy. 

Przy Sukiennicach koncertował zespół muzyczny, których w okresie letnim jest tutaj całkiem sporo.

Pokręciliśmy się trochę wokół. Tradycyjnie zrobiłem zdjęcie rzeźby Igora Mitoraja przedstawiającej ogromną ludzką głowę.

Przy pizzerii Dominium trwał pokaz kucharza, który kręcił ciasto do pizzy. 

Skierowaliśmy się na ulicę św. Anny, gdzie mieści się kolegiata o tej samej nazwie.

Obecny budynek pochodzi z XVII wieku, wnętrze jest bardzie bogato zdobione.

#COLLEGIUM MAIUS 
Po wizycie w kolegiacie udaliśmy się na Jagiellońską, gdzie weszliśmy na dziedziniec Collegium Maius.

Wewnątrz znajduje się muzeum. Środek jest bardzo ciekawy, w centralnym punkcie placu znajduje się studnia.

Collegium Maius jest najstarszym budynkiem Akademii Krakowskiej (Uniwersytetu Jagiellońskiego). Pochodzi z XV wieku.

Z Collegium udaliśmy się na Planty, mieści się tam pomnik Chopina w kształcie młoteczków fortepianu. W kwietniu fontanna nie działała, ale tym razem mieliśmy szczęście.

Kontynuując spacer Plantami odkryliśmy ciekawą ławeczkę będącą pomnikiem.

Przedstawia dwóch rozmawiających ze sobą matematyków Stefana Banacha oraz Ottona Nikodyma, którzy rozprawiają nt. rachunku całkowego. Pomnik odsłonięto w 2016 roku.  

Z tego miejsca podeszliśmy raz jeszcze do zakola Wisły, skąd rozpoczęliśmy spacer w stronę dworca autobusowego znajdującego się koło Galerii Krakowskiej. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi i trafiliśmy na ciekawe widoki nadwiślańskie.  

W drodze powrotnej minęliśmy Arcybiskupie Seminarium Duchowe, charakterystyczny budynek z czerwonej cegły mieszczącego się u podnóża Wawelu.  

Na Grodzkiej trafiliśmy na kolejną artystkę, tym razem Pani dawała koncert na wielkich cymbałach, które najprawdopodobniej nazywają się wibrafon. 

 

Ostatnim miejscem, które minęliśmy był Teatr im. Słowackiego, który powstał pod koniec XIX wieku. Wcześniej w tym miejscu stało kilka średniowiecznych kamienic oraz kościół, a wszystkie obiekty zostały zburzone. W wyniku tego Jan Matejko zrzekł się honorowego obywatelstwa miasta. 

#POWRÓT 
Z tego miejsca podeszliśmy do Galerii Krakowskiej, która jest częścią sporego kompleksu, w skład którego wchodzi dworzec kolejowy i autobusowy. Na Śląsk dotarliśmy autokarem firmy Inter. Przejazd do Katowic kosztuje 14zł i trwa około 75 minut. W domu byliśmy w godzinach wieczornych. 

Wyjazd choć krótki uznaję za udany. Pogoda w miarę dopisała, chociaż momentami trochę kropiło. Naszym głównym celem był odbiór paszportów z wizami do Iranu. Przy tej okazji pospacerowaliśmy sobie po mieście i odwiedziliśmy kilka miejsc, które pominęliśmy w kwietniu. Oczywiście mamy pewien niedosyt, gdyż w Krakowie znajduje się jeszcze sporo nieodwiedzonych przez nas muzeów oraz ciekawych obiektów. Przy odrobinie wolnego czasu postaramy się wrócić tam w przyszłym roku. Jako ciekawostkę chciałbym wspomnieć, że wszystkie zdjęcia w tej relacji robiłem telefonem komórkowym :-) 

You have no rights to post comments

antka wspiera




Instagram