#antekpodrozuje

Górzyste Santo Antao (Cabo Verde) - wrzesień 2018


Santo Antão (Święty Antoni) to górzysta wyspa, która jest położona najbardziej na zachód ze wszystkich wysp. Zdecydowaną większość jej powierzchni pokrywają góry.

Rano po przepysznym śniadaniu o 9 rano przyjechał po nas Adrian, młody człowiek polecony nam przez właścicielkę Yria Residencial. Dodatkowym plusem było to, że wycieczki “wykupowane” w porcie były dużo droższe około 110E, a cena z polecenia u Adriana wynosiła 60E.

Adrian to 25 letni miejscowy, który co prawda słabo mówił po angielsku, ale tego czego nie udało nam się zrozumieć nadrabialiśmy przy użyciu google translator. Adrian był na tyle przejęty, że co chwila pytał, czy nam się podoba :-)

#KIERUNEK KRATER COVA
W pierwszej kolejności pojechaliśmy w stronę krateru Cova wznosząc się mozolnie pod górę. Standard dróg nie jest tragiczny, ale 90% z nich jest z kostki brukowej.

Dosyć szybko osiągnęliśmy sporą wysokość i mieliśmy niesamowity widok na zbocza górskie oraz Porto Novo i ocean.

Południowa część wyspy jest całkowicie sucha, góry wyglądają tam niczym pustynia. W okolicy było mnóstwo głębokich dolin, które ulegają bardzo silnej erozji.

Im byliśmy wyżej, tym więcej pojawiało się roślin, a w pewnym momencie zrobiło się całkowicie zielono. Zaczęły pojawiać się pierwsze uprawy kaskadowe.

Na wyspie uprawia się trzcinę cukrową, mango, banany i zboża.

Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się na poboczu, aby porobić trochę zdjęć. Widoki były bardzo ładne.

#KRATER COVA
Na jednym z kolejnych postojów zatrzymaliśmy się w niesamowitym miejscu jakim był krater Cova.

Jego najniższy punkt mieści się na wysokości 1166m, najwyższy 1500m, a średnica ma około 1km. W kraterze położona jest wioska, która w 2010 roku liczyła 10 mieszkańców. Widok był nieziemski, a nam szczęki opadły z wrażenia.

Po krótkiej przerwie przeznaczonej na robienie zdjęć i kręcenie filmów ruszyliśmy dalej w stronę Ribeira Grande.

Gdy rozpoczęliśmy zjazd w stronę wybrzeża to naszym oczom ukazały się przepiękne zielone, głębokie doliny, na zboczach których znajdowały się uprawy kaskadowe.

W pewnym momencie przejeżdżaliśmy przez miejsce, gdzie była wąska grań zaledwie na drogę, a po obu stronach była niesamowita mgła, która co jakiś czas się odsłaniała pokazując nam głębokie doliny.

Powoli kierowaliśmy się w stronę miasteczka Ribeira Grande co jakiś czas zatrzymując się na kolejne zdjęcia. Było po prostu pięknie.

#RIBEIRA DA TORRE
Na moment zostawiliśmy Ribeira Grande w tyle i wjechaliśmy do doliny Ribeira da Torre, w której na końcu znajduje się przepiękna iglica.

Doliną biegnie rzeka, która właściwie była kompletnie sucha. Zaledwie w kilku miejscach pojawiało się trochę wody.

W jednym miejscu miejscowa młodzież miała zbudowaną tamę i w ten sposób zgromadziła trochę wody, dzięki której zrobili sobie “basen”.

Co ciekawe cała północna strona wyspy jest zielona i bywają tam regularne opady deszczu.

Na samym końcu doliny jest niewielka osada Xoxo.

Wracając zatrzymaliśmy się w wiosce Marrador (obok baru Melicia).

Trochę powyżej drogi znajdował się basen, do którego wpadała woda z systemów nawadniających.

#RIBEIRA GRANDE
Po krótkiej wizycie w dolinie wróciliśmy do miasteczka Ribeira Grande, przez które właściwie przejechaliśmy.


(Foto: Amatriain)

Adrian przewiózł nas przez nie pokazując kilka zakątków. Na kilku budynkach widniały ciekawe murale, jednym z nich była Cesaria Evora, która urodziła się i mieszkała w Mindelo na Sao Vincente.

Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z połowy XVI wieku, a Ribeira Grande stała się główną osadą gminy Santo Antao w XVIII wieku.


(Foto: Amatriain)

Z Ribeira Grande wzdłuż malowniczego wybrzeża pojechaliśmy do miasteczka Ponta do Sol, o którym napiszę więcej za moment.

Zanim do niego dotarliśmy to skręciliśmy w stronę Fontainhas.

#FONTAINHAS
Fontainhas to niewielka osada znajdująca się około 2km od Ponta do Sol.

Prowadzi do niej bardzo wąska droga, która przez większość odcinka mieści tylko jeden samochód.

Jadąc tam autem wskazane jest posiadanie auta 4x4, gdyż droga jest bardzo kręta, wyboista i momentami ma spore podjazdy.

Osada jest położona malowniczo, ponieważ wciśnięta jest w zbocze górskie na wysokości kilkuset metrów n.p.m. jednocześnie z przepięknym widokiem na ocean.

#PONTA DO SOL
Pospacerowaliśmy sobie chwilę po Fontainhas i następnie wróciliśmy do Ponta do Sol, które jest najbardziej na północ wysuniętym miastem na wyspie (równocześnie wliczając w to całą republikę).

Zabudowa miasta jest typowo postkolonialna.

W przeszłości był to jedyny port na całej wyspie, będąc jednocześnie bardzo niebezpiecznym portem.

Mieści się tam również nieczynny od 2003 roku port lotniczy. Nie przewidziano bardzo silnych wiatrów, które tam wieją.

W miasteczku znajdziemy centrum nurkowe, my nie korzystaliśmy, ale warto rozważyć tę opcję.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na miejscowy streetart, który jest niemalże na każdym rogu.

Będąc w Ponta do Sol można popływać w oceanie, co z uwagi na gorąc też uczyniliśmy. Trzeba uważać, w którym miejscu wchodzi się do wody.

W jednym miejscu była dostępna drabinka i z niej należy skorzystać. Kamienie porośnięte są czymś rdzawoczerwonym, a miejscowi wspominali, że jest to niebezpieczne dla człowieka.

#REKINY
Wiele naczytaliśmy się o rekinach pływających w okolicy Wysp Zielonego Przylądka. No i udało się, spotkaliśmy i my.

Na brzegu zaraz przy oceanie były “naturalne baseny” wypełnione morską wodą, które jedynie mają kontakt z pełną wodą w trakcie sztormu, bądź większych fal. W ten sposób ugrzązł tam rekin.

Niestety nie mógł się wydostać, przez co stał się małą atrakcją turystyczną.

Najprawdopodobniej był to rekin cytrynowy, których w okolicy jest cała masa. Rekiny te są niegroźne dla człowieka. Niemniej spotkanie się oko w oko z takim okazem wywołuje ciarki.

Ten miał około półtora metra długości.

Po krótkiej przerwie w Ponta do Sol ruszyliśmy dalej przepięknym wybrzeżem.

Po drodze minęliśmy pozostałości opuszczonej pozostałości żydowskiej Sinagoga.


(Foto: Amatriain)

#PAUL
Po niedługiej jeździe dotarliśmy do miasteczka Paul, w którym mieliśmy zamówiony przez Adriana obiad. Miejscem, gdzie się zatrzymaliśmy była Casa Maracuja. Nad miastem góruje pomnik św. Antoniego.

#CASA MARACUJA
Casa Maracuja to ciekawe miejsce na nocleg w Paul.

Oprócz tego na dachu mieści się tam restauracja.

Zamówiliśmy kurczaka z ryżem i ziemniakami oraz przepyszną rybę solandra.

Dodatkowo miałem okazję skosztować grogu, czyli miejscowego alkoholu powstającego z trzciny cukrowej. Jest kilka rodzajów grogu, jeden z nich to świeży (przezroczysty), a drugi to kilkuletni, który ma kolor zbliżony do brandy.

Poprosiłem o degustację grogu (na marginesie dostałem go gratis do obiadu). Właścicielka polała go dosyć solidnie do szklanki twierdząc “no co, przecież to tak, jak wódka :)”. Dokładnie, grog ma 40% i trzeba uważać, żeby nie przesadzić, szczególnie podczas upału.

Za obiad dla 3 osób zapłaciliśmy 2700CVE (około 108zł).

#RIBEIRA DE PAUL
Po obiedzie pojechaliśmy do doliny Ribeira de Paul, w której znajdowały się oryginalne stare domki miejscowej ludności.

Droga wznosiła się powoli do góry, a widoki były niesamowite.

Po kilku minutach jazdy dojechaliśmy do muzeum, w którym były narzędzia służące do produkcji grogu, czyli miejscowego alkoholu, z którego słyną wyspy.

Wstęp był bezpłatny, mało tego na koniec dostałem do degustacji trochę grogu.

Można było wybrać z kilku rodzajów, również takich zrobionych jako likiery. Również było to bezpłatne.

Z muzeum wróciliśmy do wybrzeża i ruszyliśmy drogą w stronę Porto Novo wzdłuż oceanu.

Po drodze zatrzymywaliśmy się w kilku miejscach, aby zrobić zdjęcia, gdyż widoki były niesamowite.

Przez cały dzień jeździliśmy drogami ułożonymi z kostki, natomiast w tej części trafiliśmy na kilka kilometrów zwyczajnej drogi asfaltowej.

Przejeżdżając na południową stronę wyspy teren z zielonego zrobił się bardziej księżycowy.

Do Porto Novo dotarliśmy późnym popołudniem. Adrian odwiózł nas pod sam dom. Wycieczka bardzo nam się podobała. Nasz przewodnik pokazał nam taki standard, ale bez niego byłoby to ciężko wykonać. Oczywiście można się udać jeszcze w góry na trekking, natomiast podczas naszego pobytu było dużo bardziej gorąco niż jest w porze typowo turystycznej, a ponadto byliśmy tam za krótko. W okolicy ciężko jest złapać stopa, gdyż najczęściej większość aut, które tam jeździ to tzw. “aluguer”, czyli kierowcy do wynajęcia i będą chcieli wynagrodzenie. Oczywiście można się pokusić o taki sposób transportu, gdyż zazwyczaj nie są oni drodzy. Na wyspie niestety nie funkcjonuje żadna komunikacja miejska.

Ciekawą opcją byłaby również wycieczka na zachodnią część wyspy oraz zdobycie najwyższego szczytu Santo Antao Topo da Coroa o wysokości 1979m, jednakże słyszeliśmy, że w tamtych okolicach są bardzo złe drogi, więc ciężej byłoby z wynajęciem kierowcy.

W trakcie podróży przez góry zauważyłem, że w ich wyższych partiach mieszka sporo ludzi, żyją oni tam w bardzo trudnych warunkach. Ich domy sprawiały wrażenie lepianek, bez dostępu do współczesnych wygód. Tylko niektóre były w lepszym standardzie.

W następnej części napiszę trochę więcej o Porto Novo, ale teraz powiem, że czas na Santo Antao biegnie sobie swoim trybem i nikt tam się nie śpieszy.

 

You have no rights to post comments

o mnie


Na moim blogu podróżniczym zabiorę was do świata moich podróży, pokażę zdjęcia oraz ciekawostki z miejsc, które odwiedziłem.



antka wspiera

Tuba Gliwic

Aina
Śląskie Trendy


50zł zniżki



Jestem również na:

zBLOGowani.pl