Rob Roy Way to ciekawy szlak długodystansowy w Szkocji oferujący niesamowite widoki. Na przełomie lipca i sierpnia 2025 roku przeszedłem go samotnie z Drymen do Pitlochry. Całość ma około 130 kilometrów, ja pokonałem łącznie 136 km, a całą wędrówkę podzieliłem na 7 dni. W tym artykule znajdziecie porady związane z przejściem szlaku Rob Roy Way, a także opis poszczególnych odcinków, informacje praktyczne itp.
Co to jest Rob Roy Way?
Rob Roy Way jest szlakiem długodystansowym łączącym szkockie miejscowości Drymen i Pitlochry. Szlak prowadzi przez większość czasu w prostym terenie, zazwyczaj są to drogi asfaltowe lub szutrowe, a czasem ścieżki leśne. Przewyższenia nie są duże, a najwyższy punkt podczas wędrówki nie przekracza 600 metrów nad poziomem morza. Najczęściej szlak prowadzi lasem, ale są również odsłonięte obszary, szczególnie między Killin i Ardeonaig. Szlak przeznaczony jest dla turystów pieszych i rowerzystów, a w tym artykule znajdziecie opis dla piechurów.
Kim był Rob Roy? Tak naprawdę nazywał się Robert Roy MacGregor i był przywódcą zbójnickiego klanu w Szkocji. Żył w latach 1671-1734 i nazywany był szkockim Robin Hoodem. Wspomniany szlak prowadzi przez miejsca związane z nim. Warto przed wędrówką obejrzeć film Rob Roy z Liamem Neesonem z 1995 roku.
Jeśli podróżujesz do Wielkiej Brytanii najprawdopodobniej potrzebujesz wyrobić Electronic Travel Authorisation (ETA). Przygotowałem poradnik, który powinien ułatwić Ci proces wypełnienia wniosku. Znajdziesz go w artykule Jak wypełnić wniosek o ETA do Wielkiej Brytanii
Jak przygotować się do wędrówki szlakiem Rob Roy Way?
Szlak Rob Roy Way mimo, że jest w miarę prosty, to z pewnością nie należy bagatelizować odległości 130 kilometrów. Dla mnie była to już trzecia wielodniowa wędrówka po Wielkiej Brytanii, a w swoim dorobku mam przejście szlaku wzdłuż Muru Hadriana i sporego fragmentu The Great Glen Way. W 2026 roku planuję przejście West Highland Way.
Rob Roy Way przeszedłem samotnie w 7 dni, co było dla mnie nowym doświadczeniem, gdyż wcześniej nigdy nie szedłem samotnie takich dystansów. Planując wędrówkę tym szlakiem musicie wybrać to, czy zaczniecie w Drymen, czy Pitlochry. Ja zacząłem w Drymen i uważam, że był to najlepszy wybór, ale wszystko zależy od osobistych preferencji. Drymen jest miejscowością, do której dojazd jest nieco utrudniony. Aby się do niej dostać należy z Glasgow pojechać pociągiem do Balloch nad Loch Lomond, a następnie autobusem 309 do Drymen.
Dla odmiany w Pitlochry nieopodal mety (lub startu) znajduje się dworzec kolejowy, gdzie bez problemu możecie dojechać np. z Edynburga. Dla mnie właśnie było to idealne miejsce na zakończenie wędrówki, gdyż będąc zmęczony mogłem wsiąść w pociąg i pojechać do większego miasta, skąd następnie mogłem wrócić do domu (w moim przypadku do Polski). Gdybym wędrował w przeciwną stronę to po długim odcinku musiałbym jeszcze czekać na autobus, a potem pociąg do Glasgow.
Planując przejście musicie podzielić trasę na odcinki. Ja skorzystałem z propozycji na oficjalnej stronie szlaku, ale dokładną rozpiskę przedstawię w kolejnych akapitach. Uogólniając podzieliłem wędrówkę na 7 dni i starałem się, aby odcinki nie były dłuższe niż 24-25 kilometrów, biorąc pod uwagę doświadczenie z poprzednich wędrówek.
Szlak nie jest wymagający bardzo kondycyjnie, jednakże 130 kilometrów to już spory dystans. Warto mieć jakieś minimum kondycji, ja nie jestem osobą z kondycją i dałem radę, ale warto nieco się rozruszać przed wędrówką poprzez choćby dłuższe spacery, albo inne ćwiczenia.
Co zabrać ze sobą na Rob Roy Way?
Wędrując szlakiem Rob Roy Way możemy nosić plecak ze sobą lub zlecić to zewnętrznej firmie. W internecie znalazłem kilka ofert m.in. Absolute Escapes i Macs Adventures, ale zapewne firm świadczących takie usługi jest więcej. Nie znam cen, ale jeśli będziecie zainteresowani to możecie się z nimi skontaktować. Usługa polega na tym, że zostawiacie w hotelu bagaż wychodząc na szlak, a firma w ciągu dnia transportuje go do Waszego następnego noclegu, a Wy wędrujecie na lekko.
Ja podczas całej wędrówki niosłem plecak ze sobą,który z wodą i prowiantem ważył około 16 kilogramów. Planując podróż musicie sami zdecydować co weźmiecie ze sobą, ale moje zalecenia znajdziecie poniżej. Wszystko może różnić się od pory roku, ja szedłem latem.
Co zabrać do plecaka?
- kurtka przeciwdeszczowa, najlepiej z dobrej membrany
- minimum jedna bluza typu polar lub podobna, mimo lata dni bywają chłodne
- t-shirty z dobrego materiału, sugeruje wełnę merino, które dobrze sprawdza się w takich warunkach (najlepiej po jednym t-shirt na każdy dzień)
- bielizna i skarpetki podobnie jak w przypadku t-shirtów, ja zawsze stosuję merino, które oddycha i świetnie nadaje się na długie wędrówki
- wygodne spodnie do trekkingu, ja na taki odcinek wziąłem dwie pary rozpinanych spodni, z których mogę zrobić krótkie po odpięciu nogawek. Oprócz tego miałem jedną parę spodni z membraną przeciwdeszczową.
- dobre buty trekingowe (mogą być niskie)
- apteczka zawierająca środki przeciwbólowe i przeciwbiegunkowe, plastry na odciski, środek do odkażania (np. Octenisept), wapno, krem do opalania z filtrem
- powerbank, kable usb do ładowania telefonu lub innych urządzeń elektronicznych, przejściówka do kontaktu do Wielkiej Brytanii
- worek na brudne ubrania
- okulary przeciwsłoneczne
- wygodny plecak, który będzie Wam towarzyszył podczas całego marszu
- butelka na wodę
- drobne przekąski, najlepiej coś energetycznego (każdy ma swoje upodobania)
Reszta rzeczy, które weźmiecie zależy od Was. Ja nosiłem ze sobą aparat, laptop i dron.
Każdy z nas funkcjonuje inaczej, ale niewielka butelka wody podczas całodniowego marszu nie wystarczy, a większość odcinków szlaku prowadzi daleko od sklepów, dlatego pierwszego dnia marszu w Drymen kupiłem większą butelkę 1,5-2 litry, którą dodatkowo napełniałem wodą każdego poranka. Woda w kranie w tamtych stronach jest pitna, aczkolwiek posiadam butelkę Camelbak Eddi+ z bardzo dobrym filtrem, który sprawdza się w najtrudniejszych warunkach i po prostu przelewałem sobie wodę z dużej butelki na postojach. Kwestię posiłków na trasie omówię w osobnym akapicie.
Na jakie odcinki podzielić szlak Rob Roy Way?
Planując wędrówkę skorzystałem z podziału na odcinki, które znajdują się na oficjalnej stronie szlaku Rob Roy Way.
Dzień 1: Drymen – Aberfoyle około 18 km
Dzień 2: Aberfoyle – Callander 16 km
Dzień 3: Callander – Strathyre 15 km
Dzień 4: Strathyre – Killin 22 km
Dzień 5: Killin – Ardtalnaig 20 km
Dzień 6: Ardtalnaig – Aberfeldy 24 km
Dzień 7: Aberfeldy – Pitlochry 15 km
W dalszej części artykułu moje dystanse mogą nieco różnić się od podanych powyżej, a wynikać to będzie z konieczności dotarcia do hotelu, zabłądzenia na szlaku, czy innych kwestii. Podczas wędrówki stosowałem jedną bardzo ważną zasadę, a mianowicie niezależnie od tego, czy byłem zmęczony, czy wypoczęty zawsze robiłem przerwę co godzinę. Jej długość zależała tylko i wyłącznie ode mnie. Czasem było to 10 min na złapanie oddechu, a czasem 30 minut na posiłek i latanie dronem.
Odcinki szlaku Rob Roy Way
Dzień 1: Odcinek z Drymen do Aberfoyle
Pierwszy odcinek, który pokonałem prowadził z Drymen na północ od Glasgow do Aberfoyle i liczył nieco ponad 17 kilometrów, aczkolwiek mój hotel mieścił się nieco dalej, więc dystans tego dnia wyniósł prawie 20 kilometrów. Suma podejść nie była jakaś ogromna, raptem 327 metrów (wg zegarka), ale tego samego dnia przyleciałem z Polski, więc byłem nieco zmęczony bardzo wczesnym wstawaniem.
Sam szlak prowadził częściowo asfaltem, częściowo drogą leśną przez pagórki, pastwiska i lasy. Tego dnia nie spotkałem zbyt wielu turystów, a większość z nich (głównie rowerzystów) minąłem już pod koniec drogi w pobliżu Aberfoyle. Pogoda nawet dopisała, kilka razy świeciło słońce, było ciepło, ale również raz lub dwa razy kropiło. Ledwo wszedłem do hotelu i lunęło.
W Aberfoyle znajduje się stary cmentarz, gdzie pochowany jest kuzyn Rob Roya.
Sklepy: Na całym odcinku nie było żadnych sklepów i restauracji z wyjątkiem Drymen i Aberfoyle.
Dzień 2: Odcinek z Aberfoyle do Callander
Drugi dzień obejmował odcinek od Aberfoyle do Callander, a pokonany dystans wyniósł nieco ponad 15 kilometrów. Dużym plusem była również niewielka wysokość, gdyż najwyższy punkt znajdował się na 220 metrach n.p.m.
Początkowo rano padało i to mocno, chociaż w momencie opuszczenia hotelu chwilowo nie, a rozpadało się później. Ponieważ mój nocleg znajdował się kawałek od Aberfoyle to postanowiłem do szlaku dołączyć gdzieś w trakcie, a z hotelu musiałem podejść szosą około kilometra, a następnie pokonać kilkadziesiąt metrów podejścia, gdzie dołączyłem do głównego szlaku.
Sam szlak był tego dnia bardzo prosty, a niewielka suma podejść (około 350 metrów) sprawiła, że można było odpocząć. W miarę pokonywania odległości poprawiła się również pogoda i wyszło słońce. Chociaż dalej, gdy minąłem jezioro Loch Venachar zaczęło padać ponownie.
Szlak prowadził przez malowniczą okolicę, gdzie były łąki i lasy. Momentami krajobraz przypominał nieco nasze Bieszczady. Bardzo pięknie położone było niewielkie jezioro, które nie miało nawet nazwy, a od niego rozpoczęło się zejście do Loch Venachar.
Przejście szlaku zajęło 5 godzin wliczając w to odpoczynek. Tego dnia spotkałem na szlaku zaledwie garstkę osób.
Sklepy: Na całym odcinku szlaku nie było żadnych sklepów. Dopiero w Callander była możliwość zrobienia zakupów.
Dzień 3: Odcinek z Callander do Strathyre
Trzeci dzień marszu to dystans 17 kilometrów o niewielkim przewyższeniu. Tak naprawdę większość trasy prowadziła niemal w płaskim terenie. Szlak tego dnia prowadził z Callander do Strathyre.
Samo Callander jest niewielkim, ale ciekawym miasteczkiem. Początkowo szlak prowadził przez las, a później wzdłuż jeziora Loch Lubnaig. Pod sam koniec było niewielkie podejście, ale odcinek ten był bardzo relaksujący.
Mimo turystycznej okolicy większość ludzi, których spotkałem to rowerzyści przemieszczający się szlakiem rowerowym, natomiast pieszych turystów było bardzo niewielu. Najbardziej malowniczy był fragment nad wspomnianym wcześniej jeziorem Loch Lubnaig.
Nieopodal Callander znajduje się miejsce, gdzie zobaczyć można słynne szkockie krowy, które są przesłodkie. Aby do nich podejść trzeba nieco odejść od szlaku.
Sklepy: Na tym odcinku sklepy są tylko w Callander, a potem dopiero w Strathyre. Niestety sklep w Strathyre jest wcześnie zamykany. Po drodze w okolicy jeziora była jedna restauracja.
Dzień 4: Odcinek ze Strathyre do Killin
Czwarty odcinek szlaku Rob Roy Way był jednym z najbardziej malowniczych podczas całej wędrówki. Prowadził ze Strathyre do Killin, a jego długość wyniosła blisko 23 kilometry. Najwyższy punkt na trasie miał 275 metrów n.p.m, a suma przewyższeń blisko 600 metrów. Sama trasa w większości była w miarę płaska, chociaż początkowo wychodząc ze Strathyre było niewielkie podejście.
Spora część szlaku prowadziła dawną trasą kolejową, a tego dnia spotkałem wielu turystów. Samo miasteczko Killin jest jednym z bardziej popularnych w regionie.
Podczas drogi minąłem położone nieopodal szlaku jezioro Loch Earn, które z daleka prezentowało się bardzo malowniczo, a nieco wcześniej sam szlak przechodził 3 kilometry od miejsca, gdzie pochowany jest Robert Roy MacGregor. Pogoda podczas wędrówki tego dnia bardzo dopisała.
Samo Killin też jest nietuzinkowe, miasteczko położone jest nieopodal jeziora Loch Tay, które towarzyszyło mi przez następne dwa dni wędrówki. W Killin znajdują się również ruiny niewielkiego zamku Finlarig, a z miasta można podziwiać niesamowity widok na Meall nan Tarmachan.
Sklepy: Na całym odcinku sklepy są tylko w Strathyre, a potem dopiero w Killin. Po drodze (nieco ponad godzinę marszu od Strathyre) jest restauracja.
Dzień 5: Odcinek z Killin do Ardtalnaig
Piąty dzień marszu szlakiem Rob Roy Way rozpocząłem w Killin, a skończyłem w Ardtalnaig. Dystans tego dnia wyniósł ponad 21 kilometrów i jednocześnie miałem do pokonania najwyższy punkt na trasie o wysokości ponad 560 metrów n.p.m. Suma podejść wyniosła około 700 metrów.
Był to również dzień, gdy na całej trasie spotkałem tylko jednego człowieka. Towarzyszyły mi owce, kozy i krowy. Pogoda dopisała i większą część dnia świeciło piękne słońce, które trochę mnie spaliło.
Po drodze minąłem rezerwuar wody, który świecił pustkami. Ostatnie 5 kilometrów prowadziło wąską szosą i czasem minął mnie jakiś samochód. Widoki na trasie były przepiękne.
Sklepy: Tylko w Killin, w dalszej części dnia nie ma żadnych sklepów. W Ardeonaig jest hotel z restauracją, a kawałek dalej mobilny punkt z kawą, herbatą i przekąskami.
Dzień 6: Odcinek z Ardtalnaig do Aberfeldy
Szósty dzień marszu szlakiem Rob Roy Way był dla mnie najtrudniejszy. Wyruszyłem z Ardtalnaig, a wędrówkę ukończyłem w Aberfeldy. Do pokonania miałem blisko 24 kilometry, a suma przewyższeń wynosiła około 600 metrów.
Jak wspomniałem odcinek był dla mnie najtrudniejszy, ponieważ był najdłuższy, a także dało mi się już we znaki zmęczenie szczególnie to z poprzedniego dnia marszu. Pogoda dopisała, gdyż mimo, że nie było słońca to nie padało, a widoki na szlaku były całkiem fajne.
Początkowo szlak prowadził kilka kilometrów wzdłuż jeziora Loch Tay, a następnie skręcił na pobliskie wzgórza i nimi prowadził po bardzo łatwym terenie. Końcówka była nieco zaskakująca, gdyż szlak gwałtownie prowadził w dół, po czym znowu trzeba było sporo podejść, aby następnie zejść stromą doliną często po drewnianych schodach. Tego dnia kolana dały mi się we znaki.
Po drodze minąłem dwa wodospady, pierwszy Falls of Acharn, a drugi tuż przed końcem drogi Falls of Moness.
Miejsce, w którym nocowałem, czyli miasteczko Aberfeldy znane jest z produkcji whisky o tej samej nazwie.
Sklepy: Na całym odcinku nie było żadnego sklepu. Dopiero w Aberfeldy był supermarket.
Dzień 7: Odcinek z Aberfeldy do Pitlochry
Dzień 7 był ostatnim dniem spędzonym na szlaku Rob Roy Way. Tego dnia do pokonania miałem odcinek o długości 15 kilometrów z Aberfeldy do Pitlochry. Najwyższy punkt na trasie miał 350 metrów wysokości i podobnie wyniosła suma podejść.
Nieco ponad połowa szlaku z Aberfeldy prowadziła w płaskim terenie wzdłuż rzeki Tay. Ścieżka prowadziła w odosobnieniu od głównej drogi wąwozem, w którym minąłem tylko jedną osobę. Po dwóch godzinach marszu zaczęło nieco kropić, ale na szczęście krótko.
Z miasteczka Grandtully miałem do pokonania jeszcze 7 kilometrów do celu, ale po drodze musiałem przejść przez wzgórze o wysokości 350 metrów, a następnie zejść z niego do Pitlochry. Samo podejście nie było strome, ale zmęczenie zrobiło swoje i do celu szedłem powoli. Po osiągnięciu szczytu rozpadało się dosyć mocno i deszcz towarzyszył mi już do miasteczka docelowego.
W Pitlochry jest miejsce oznaczone jako koniec szlaku, były pozytywne emocje i euforia. Sam szlak ma około 130 kilometrów, ja pokonałem około 136.
Sklepy: W Aberfeldy jest supermarket, w połowie szlaku w miasteczku Grandtully można coś znaleźć, a potem dopiero w Pitlochry.
Noclegi na szlaku Rob Roy Way?
Rekomenduję, aby noclegi zarezerwować z wyprzedzeniem, gdyż ilość miejsc jest niewielka i w ten sposób możecie mieć pewność, że będziecie mieć dach nad głową. Poniżej znajdziecie krótkie opisy miejsc i ceny noclegów w obiektach, w których spałem.
Aberfoyle: Rob Roy Hotel, gdzie za noc zapłaciłem 89 funtów. W cenie miałem pokój z dużym łóżkiem i łazienką i szkockie śniadanie, które od angielskiego różni się tym, że dodatkowo jest haggis, czyli coś co przypomina naszą kaszankę. Obiekt mieścił się jakiś kilometr za miasteczkiem, więc aby do niego dojść należało zejść ze szlaku, niemniej kolejnego dnia łatwo było ponownie wrócić na szlak, który przebiegał w pobliżu.
Callander: Dalgair House Hotel, gdzie za noc zapłaciłem 72,5 funta. W cenie miałem niewielki pokój z łazienką i szkockie śniadanie. Obiekt był w centrum miasta, a warunki były przyzwoite.
Strathyre: Rosebank House Bed & Breakfast, gdzie za noc zapłaciłem 120 funtów. W cenie miałem ciekawy pokój z łazienką i śniadanie. Dodatkowe 24 funty kosztował obiad z trzech dań przygotowany przez właścicieli. Za kolejne kilka funtów otrzymałem lunch box składający się z kanapki i kilku przekąsek.
Killin: Killin Hotel, gdzie za noc zapłaciłem 105 funtów. W cenie otrzymałem niewielki pokój z bardzo małą łazienką. Śniadanie było dodatkowo płatne 12,5 funta. W pobliżu hotelu był supermarket.
Ardtalnaig: Stay by Loch Tay, gdzie za noc zapłaciłem 65 funtów. Był to jeden z najciekawszych noclegów na całej trasie, który składał się z dwóch dwuosobowych drewnianych domków. Każdy z domków posiadał malutką łazienkę i mini kuchnię. W cenę było wliczone śniadanie, a za dodatkowe 10 funtów otrzymałem lunch box, w skład którego weszło dużo pieczywa, wędliny, sery, przekąski. Obiekt zarezerwujecie tylko i wyłącznie bezpośrednio u właścicieli.
Aberfeldy: The Breadalbane Arms Room Only Hotel, gdzie za noc zapłaciłem 41 funtów. W cenie otrzymałem niewielki pokój z łazienką bez śniadania. Był to najtańszy i najgorszy nocleg na szlaku, ale cena była atrakcyjna.
Restauracje na szlaku
Poniżej przedstawiam miejsca, w których jadłem obiady:
Aberfoyle: skorzystałem z restauracji w hotelu Rob Roy Hotel, a za trzydaniowy obiad zapłaciłem 23 funty. Wymagana wcześniejsza rezerwacja.
Callander: w hotelu, w którym nocowałem dostępna jest restauracja i pub, gdzie można zjeść obiad. Wybór dań jest ogromny, a rezerwacja nie jest konieczna. W Callander znajdziecie więcej restauracji.
Strathyre: miejscowość jest niewielka i ciężko znaleźć tam restauracje. Za 24 funty skorzystałem z obiadu oferowanego przez obiekt. Wymagana była wcześniejsza rezerwacja.
Killin: w hotelu, w którym nocowałem jest restauracja. Nie była konieczna rezerwacja, a wybór dań jest spory.
Ardtalnaig: w tej miejscowości nic nie ma, jednakże kilka kilometrów wcześniej w miejscowości Ardeonaig mieści się hotel o tej samej nazwie, a w nim restauracja. Prawdopodobnie jest wymagana rezerwacja z wyprzedzeniem.
Aberfeldy: to duże miasto ze sporą ilością lokali. Ja skorzystałem z Three Lemons, które serwuje smaczne jedzenie.
Jak nawigować po Rob Roy Way?
Szlak Rob Roy Way oznaczony jest dwoma literami R ustawionymi przeciwnie do siebie i literą W pod nimi. Ogólnie szlak jest bardzo dobrze oznaczony. Do nawigowania używałem aplikacji All Trails dostępnej na systemy Android i iOS (subskrypcja płatna). Za wersję na Androida zapłaciłem 70 zł na rok i uważam, że warto.
Podczas wędrówki można skorzystać z mapy.cz, która oferuje również wersję na Android i iOS. Można również poszukać w internecie śladu GPS i korzystać z Google Maps, aczkolwiek szlak nie jest na tej mapie oznaczony.
Ubezpieczenie do Wielkiej Brytanii
Podróżując do Wielkiej Brytanii koniecznie wykupcie dobre ubezpieczenie. Za moje ubezpieczenie w firmie Allianz za 9 dni całego pobytu zapłaciłem 144 zł. Koszta leczenia w Wielkiej Brytanii są wysokie, a podczas wędrówki w górach łatwo o wypadek.
Pamiętaj o zakupie ubezpieczenia przed wyjazdem
Karta esim w Wielkiej Brytanii
Podczas podróży do Wielkiej Brytanii zachęcam do skorzystania z oferty Maya Mobile, która działa w oparciu o nadajniki m.in. Vodafone. Dzięki temu miałem niemalże wszędzie zasięg LTE, nawet daleko w górach.
Zamów kartę esim do Wielkiej Brytanii
Podsumowanie
Samotne przejście było bardzo ciekawym doświadczeniem, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że całymi dniami nie widziałem żywej duszy. Szlak podzieliłem na krótkie odcinki, żeby się nie zajechać. Moja kondycja jest słaba, więc uznałem, że tak będzie dla mnie najlepiej. Gdybym miał jeszcze raz miał wybór, czy mimo wszystko wędrować samemu to podjąłbym tę samą decyzję.
Szlak przeszedłem bez żadnego problemu, chociaż miejscami zmęczenie dawało mi się we znaki.













































































































































































































































































Super wędrówka, ładne widoki 😄
Rzeczywiście było fajnie :). A widoki piękne
Teraz czekam, aż ruszysz na jakiś szlak w Polsce. 😀