#antekpodrozuje

Mediolan część 2 (lipiec 2017)

#PODRÓŻ
Jak wspomniałem w relacji z Werony pociąg przyjechał punktualnie o 9, a przejazd do Mediolanu zajął nam 75 minut. Tym samym zatoczyliśmy koło. Włoskie wakacje rozpoczęliśmy oraz zakończyliśmy w Mediolanie.

W pierwszej kolejności z dworca udaliśmy się do hotelu, aby zostawić w nim bagaże. Na ostatnią noc mieliśmy zarezerwowany inny obiekt niż w trakcie pierwszego pobytu w Mediolanie. Z uwagi na cenę wybraliśmy Hotel Chopin mieszczący się niedaleko stacji metra Lambrate. Miejsce opiszę w dalszej części. Krótko mówiąc zameldowaliśmy się, dokonaliśmy płatności, zostawiliśmy bagaże i metrem z Lambrate pojechaliśmy do centrum. Pojedynczy bilet ważny 90 minut kosztuje 1,5E. W przypadku zmiany linii metra bez wychodzenia na zewnątrz można kontynuować podróż na tym samym bilecie, o ile zmieścimy się w czasie ważności biletu. Z Lambrate pojechaliśmy zieloną linią z przesiadką do czerwonej linii metra na stacji Loreto i tym samym dotarliśmy pod katedrę na Piazza del Duomo. Z tego miejsca rozpoczęliśmy nasze zwiedzanie miasta.

#GALERIA VITTORIO EMANUELE II
W pierwszej kolejności weszliśmy do Galerii Vittorio Emanuele II.

Odnaleźliśmy miejsce przeoczone podczas pierwszej wizyty w tym miejscu. Niemal w centralnym punkcie galerii na posadzce znajduje się wizerunek byka turyńskiego z wyraźnym wgłębieniem w miejscu genitaliów. Legenda mówi, że postawienie pięty w tym miejscu oraz trzykrotny obrót na pięcie o 360 stopni będzie gwarancją szczęścia. Niemalże każdy turysta pragnie wykonać tę czynność, więc w posadzce zrobiła się już spora dziura.

#OPERA LA SCALA
Następnie udaliśmy się do Opery La Scala znajdującej się naprzeciwko galerii.

Wielokrotnie wcześniej przechodziliśmy koło tego miejsca, ale dopiero teraz zdecydowaliśmy się na wstęp do środka. Teatr jest najsłynniejszą sceną w Mediolanie oraz we Włoszech. Wydaje mi się, że chyba niemal każdy z nas słyszał tą nazwę. Opera powstała w II połowie XVIII wieku, a pierwsze przedstawienie odbyło się 3 sierpnia 1778 roku.

Normalny bilet kosztuje 9E, a dzieci do 12 lat wchodzą za darmo. W ramach wstępu można zobaczyć wnętrze teatru (scenę i widownię) oraz wystawę znajdującą się w muzeum. Wystawa jest dosyć ciekawa, bardzo fajnym jej elementem jest podium dyrygenta, gdzie można dyrygować orkiestrze znajdującej się na fotografii, której muzykę słucha się przy użyciu znajdujących się tutaj słuchawek.

Najbardziej zależało nam na zobaczeniu sceny i słynnej piętrowej widowni w czerwono-złotych barwach. Niestety bardzo się zawiedliśmy. Widownia i scena były dostępne, ale światło było zgaszone. Widoczność była bardzo kiepska.

Udało mi się zrobić odpowiednie zdjęcia tylko dlatego, że ustawiłem aparat na długim czasie naświetlania.

Z La Scali wyszliśmy niepocieszeni i skierowaliśmy się w stronę Santa Maria della Grazie, gdzie mieliśmy kupione bilety na "Ostatnią Wieczerzę" Leonarda da Vinci. Po drodze planowaliśmy odwiedzić kilka innych ciekawych miejsc. W pierwszej kolejności przeszliśmy przez Piazza dei Mercanti, który podobno słynie z szepczących kątów. Stojąc w jednym kącie powinna nas usłyszeć osoba w drugim.

Nie testowaliśmy tej funkcji i skierowaliśmy się w stronę Pinacoteca Ambrosiana, ale nie wchodziliśmy do niej.

#CHIESA DI SAN SEPOLCRO (KOŚCIÓŁ)
Na tyłach Biblioteki Ambrozjańskiej znajduje się kościół San Sepolcro. Świątynia powstała w 1030 roku, a w XVIII wieku została przebudowana.

Warto wejść do środka, ponieważ wewnątrz znajduje się rzeźba "Ostatnia Wieczerza".

W pierwszej chwili można pomyśleć, że jest to obraz, ale nic z tych rzeczy. Po dokładnym przyjrzeniu się widać postacie w wersji 3D.

Następnie poszliśmy na Piazza Boromeo. Znajduje się tutaj Chiesa Santa Maria Podone, a naprzeciw stoi Palazzo Boromeo.

Do kościoła nie wchodziliśmy, weszliśmy za to na dziedziniec pałacu. Wstęp był darmowy, ale nie można było robić zdjęć, gdyż ochrona pilnowała.

Następnym odwiedzonym miejscem był Piazza Affari, przy którym stoi Palazzo Mezzanotte.

O ile sam pałac z zewnątrz prezentował się ciekawie, to bardziej zainteresował nas pomnik stojący na jego środku i przedstawiający wystawiony środkowy palec. Pomnik nosi nazwę "L.O.V.E", powstał w 2010 roku i nawiązuje do wolności, nienawiści, zemsty oraz wolności.

Kierując się w stronę Leonarda minęliśmy kolejny kościół z XVII wieku Santa Maria alla Porta.

Nie byłoby w tym nic ciekawego, ale na bocznej ścianie świątyni od zewnętrznej strony mieścił się fresk Madonna del Grembiule.

Nieopodal tego miejsca odkryliśmy ruiny Cesarskiego Pałacu Maksymiliana, zrobiliśmy kilka zdjęć i poszliśmy dalej.

Idąc dalej Corso Magenta dotarliśmy do bardzo ciekawej świątyni San Maurizio al Monastero Maggiore z początku XVI wieku.

Z zewnątrz była to tylko kolejna świątynia, ale wewnątrz to prawdziwa perełka. Wstęp jest darmowy, a w środku znajdują się niesamowite freski, które mieszczą się chyba w każdym możliwym miejscu.

Obok kościoła jest Muzeum Archeologiczne, ale nie wchodziliśmy do środka. Naprzeciwko muzeum stoi Palazzo Litta.

#SANTA MARIA DELLA GRAZIE
Bazylika powstała w XV wieku. Słynie z tego, że znajduje się tutaj słynny fresk Leonarda da Vinci "Ostatnia Wieczerza".

Wstęp mieliśmy zaplanowany na 14:15. Bilety kupiliśmy telefonicznie, ponieważ online nie było już miejsca (miesiąc przed wizytą). Wstęp kosztuje 12E dla osoby dorosłej, a dla dzieci jest darmowy. Dodatkowo podczas rezerwacji telefonicznej oraz online pobierana jest dodatkowa opłata 2E dla każdego biletu. Nie ma tutaj tłumów, ale wynika to z tego, że grupy wchodzące do środka są niewielkie. Wnętrze robi ogromne wrażenie.

Na ścianie znajdującej się naprzeciw fresku Leonarda jest namalowany inny fresk pochodzący z tego samego okresu pt. "Ukrzyżowanie" autorstwa Giovanni Donato Montorfano.

Ciekawostką jest to, że w 1943 roku brytyjskie i amerykańskie bombowce zniszczyły bazylikę, ale ściana z freskiem Leonarda została nietknięta, gdyż była obłożona workami z piaskiem. Samo miejsce może nie jest tak widowiskowe jak Duomo, ale jest to obowiązkowy punkt na mapie Mediolanu i warto go odwiedzić. Spacerując po okolicy minęliśmy tzw. Pusterla di Sant'Ambrogio, czyli niewielką bramę w średniowiecznych murach miejskich.

Z tego miejsca skierowaliśmy się w stronę Zamku Sforzów, przy którym byliśmy tydzień wcześniej. Po drodze przeszliśmy Piazzale Luigi Cardona, przy którym mieści się jeden z większych dworców kolejowych w Mediolanie.

Na środku placu znajduje się fontanna.

Po kilku minutach marszu dotarliśmy do Zamku Sforzów. O ile tydzień wcześniej fontanna znajdująca się przed głównym wejściem była wyłączona, to tym razem działała.

Dużym plusem był również brak naciągaczy na "bransoletki przyjaźni". Koło fontanny była policja i pewnie to ich przestraszyło. Spędziliśmy chwilę na dziedzińcu zamku, ale nie wchodziliśmy do wnętrz.

#PINACOTECA DI BRERA
Z zamku skierowaliśmy się w stronę Pinacoteca di Brera, czyli muzeum otwartego w 1803 roku.

Znajdują się tutaj dzieła znanych artystów takich jak Caravaggio czy Rafael. Weszliśmy na dziedziniec, ale do środka muzeum nie wchodziliśmy.

Z Pinakoteki poszliśmy do Giardini Pubblici Indro Montanelli, który odwiedziliśmy tydzień wcześniej. Przy wejściu do parku przeszliśmy przez Piazza Cavour z pomnikiem włoskiego polityka Camillo Cavour.

W parku znajdowało się kilka ciekawych monumentów, jeden z nich przedstawiał konie.

Z tego miejsca żona skierowała się do Galleria d'Arte Moderna (Galeria Sztuki Współczesnej), a ja do Museo Civico di Storia Naturale di Milano (Muzeum Historii Naturalnej).

#GALLERIA D'ARTE MODERNA
Galeria Sztuki Współczesnej to miejsce, które warto odwiedzić. Wstęp kosztuje 5E, ale godzinę przed zamknięciem jest darmowy.

Wewnątrz znajdują się dzieła wielu znanych artystów, są to m.in. Pablo Picasso czy Vincent van Gogh. Interesujące są również liczne rzeźby. Pamiętajcie, aby w kasie pobrać bezpłatny bilet (dotyczy to również Muzeum Historii Naturalnej).

#MUSEO CIVICO DI STORIA NATURALE DI MILANO
Muzeum Historii Naturalnej jest miejscem, które również warto odwiedzić. Bilet wstępu kosztuje 5E, ale również godzinę przed zamknięciem jest darmowe.

Nie jest tak świetne, jak to w Londynie i gdybym miał zapłacić 5E to pewnie bym tutaj nie przyszedł, ale w przypadku darmowego wejścia warto je zwiedzić.

W środku znajduje się wiele ciekawych eksponatów. Na mnie największe wrażenie zrobiły sceny z życia zwierząt.

#HOTEL CHOPIN
Po wizycie w muzeach skierowaliśmy się do hotelu. Mieliśmy pokój na ostatnim piętrze, a jego powierzchnia była niewielka. Obiekt miał formalnie jedną gwiazdkę i na więcej nie zasługiwał. Tyle, że było w nim czysto. Łazienka była taka sobie. W moim przekonaniu hotel powinien zostać odświeżony. Dużym minusem był brak windy. Zdecydowanie lepszy był pierwszy mediolański hotel, w którym spaliśmy. Za nocleg zapłaciliśmy 59E (plus podatek miejski 2E/osoba), a cena dodatkowo obejmowała śniadanie, które było chyba najlepszym, co w hotelu mogło nas spotkać :-)

W godzinach wieczornych umówiłem się jeszcze na spotkanie ze znajomym Włochem, który mieszka w Mediolanie. Umówiliśmy się przy stacji metra Porta Genova. W okolicy znajdują się kanały wodne. Wzdłuż jednego z nich jest ulica Ripa di Porta Ticinese, przy której jest mnóstwo małych restauracji.

W godzinach wieczornych mają tzw. happy hours, w zależności od restauracji posiłek kosztuje od 11E wzwyż, a w ramach posiłku jest dowolny napój łącznie z piwem oraz szwedzki stół, z którego można korzystać nieograniczoną ilość razy.

Są tutaj sałatki, makarony, ryby i inne potrawy. Jedzenie było wyśmienite. Niestety po zmroku zaczęły kąsać komary i postanowiliśmy się ewakuować.

Skierowaliśmy się w stronę Duomo. Po drodze minęliśmy Bazylikę San Lorenzo Maggiore (św. Wawrzyńca), której nie zwiedziliśmy wcześniej.

Naprzeciwko świątyni stoi 16 kolumn z czasów cesarskich.

Na murze przylegającym do bazyliki znajdują się bardzo ciekawe murale.

Jeśli kiedyś wrócimy do Mediolanu, to z pewnością musimy wrócić do tej bazyliki, gdyż brakło nam czasu. Po dotarciu do Duomo wsiadłem w metro i wróciłem do hotelu.

#POWRÓT
Następnego dnia rano po śniadaniu podjechaliśmy metrem do dworca centralnego, skąd autokarem firmy Terravision dotarliśmy na lotnisko. Bilety kupowaliśmy wcześniej przez internet, podobnie jak na transfer z lotniska. Cena 8E dla osoby dorosłej. Wszelkie odprawy przeszliśmy bezproblemowo i około 16:30 wylądowaliśmy w Krakowie. Ciekawe było to, że w Krakowie było równie gorąco, co we Włoszech.

Cały wyjazd należy uznać za bardzo udany. Spędziliśmy 8 dni w słonecznej Italii. Odwiedziliśmy cztery miasta Mediolan, Florencja, Wenecja i Werona. Pomiędzy nimi przemieszczaliśmy się pociągami Frecciarossa. Wyjazd zaczęliśmy planować w lutym i był to wystarczający czas, aby zaplanować wszystkie przejazdy, noclegi, wstępy itp. Największe wrażenie podczas wyjazdu zrobiła na nas Wenecja, na drugim miejscu postawiłbym Weronę i Florencję, a Mediolan podobał nam się najmniej. Nie oznacza to, że jest brzydki, oczywiście warto miasto zwiedzić, potrzeba na to 2-4 dni w zależności od miejsc, które chcemy zobaczyć. W odniesieniu do samego Mediolanu, to miasto należy raczej do bezpiecznych. Trzeba uważać w pobliżu znanych atrakcji, gdyż mogą się pojawić kieszonkowcy oraz czarnoskórzy z "bransoletkami przyjaźni". Poza tym nie odczuliśmy innych problemów. W ostatnim czasie mówi się o zagrożeniu terrorystycznym, co zapewne przełoży się na większą ilość kontroli do wielu miejsc. Tą relacją kończymy cykl wpisów nt. naszych włoskich wakacji :-)

 

Bilety na "Ostatnią wieczerzę"

 

Pozostałe wpisy w tego wyjazdu:
Mediolan część 1
Florencja
Wenecja
Werona

Komentarze  

#2 Antek 2017-09-30 06:59
Cytuję Podróże bez ości:
W Mediolanie chyba najbardziej zaskoczył mnie kościół San Maurizio al Monastero Maggiore. Słusznie nazywają go "Kaplicą Sykstyńską Mediolanu" :) Nie trafiłem natomiast na murale, które widzę, że bardzo ciekawie wyglądają.

Murale są koło bazyliki San Lorenzo Maggiore. Muszą być świeże, ja byłem w lipcu. Na google street view jeszcze ich nie ma :)
A kościół o którym mowa wyżej też zrobił na nas ogromne wrażenie. Z zewnątrz niepozorny, a w środku cudo :D
#1 Podróże bez ości 2017-09-29 23:00
W Mediolanie chyba najbardziej zaskoczył mnie kościół San Maurizio al Monastero Maggiore. Słusznie nazywają go "Kaplicą Sykstyńską Mediolanu" :) Nie trafiłem natomiast na murale, które widzę, że bardzo ciekawie wyglądają.

You have no rights to post comments

antka wspiera




Instagram