#antekpodrozuje

Iran (Isfahan - miasto polskich dzieci) - część 3 (wrzesień 2017)

Iran

Obecny wpis jest ostatnim z serii o Iranie i będzie dotyczył Isfahanu, w którym spędziliśmy ostatnie dwa dni.

Po tym, jak Abad przywiózł nas na miejsce, zameldowaliśmy się w hotelu i udaliśmy się na krótki odpoczynek. Orchid Hotel, w którym się zatrzymaliśmy był pełny, a pokoje, które zajęliśmy były ostatnimi. Sam hotel opiszę w dalszej części relacji.

Isfahan nazywany jest miastem polskich dzieci, ponieważ w trakcie II wojny światowej 20 tysięcy polskich dzieci przybyło tutaj z armią gen. Andersa podczas ucieczki z ZSRR. Wiele z tych dzieci zostało tutaj i jest pochowanych na miejscowym cmentarzu.

Po krótkim odpoczynku razem z kolegą towarzyszącym nam od początku podróży po Iranie udałem się na główny plac Isfahanu Naqsh-e Jahan, zwany inaczej Placem Imama. Podobno miejscowi nie lubią, gdy nazywa się go w ten sposób, więc odwiedzając Isfahan sugeruję tego unikać. Na plac mieliśmy z hotelu bardzo blisko, około 10-15 minut spacerem. Szliśmy już po zmroku, a im bliżej placu byliśmy, tym więcej ludzi było wokół.

Iran

Nieopodal placu znajduje się prowadzący do niego deptak, przy którym miejscowi cinkciarze proponują  wymianę waluty. Nie mam pewności, czy jest to legalne, ale sugerowałbym uważać i nie korzystać z ich usług. Trzeba pamiętać, że można zostać oszukanym. Naqsh-e Jahan pełnił funkcje miejskiego rynku, a po zmroku w każdym wolnym miejscu siadali mieszkańcy, rozkładali koce, przynosili jedzenie i całymi rodzinami jedli kolację. W dzień jest to niemożliwe z uwagi na upał.

Tak samo dzieje się we wszystkich parkach znajdujących się nieopodal. Naqsh-e Jahan jest bardzo ogromny, ma 560m długości i 160m szerokości.

Iran

Znajdują się na nim fontanny. Z każdej strony otaczają go zabudowania. Stoją przy nim dwa meczety, które wieczorem są bardzo ładnie oświetlone.

Iran

Iran

Ponadto z każdej możliwej strony są sklepiki z różnymi rzeczami takimi jak biżuteria, garnki i wiele innych.

Iran

 

Kolega postanowił kupić sobie pierścień. Po obejściu kilku sklepów wybrał sobie jeden i po dłuższych negocjacjach udało mu się kupić wymarzone cacko. W Iranie negocjacje cen są nieodłącznym elementem każdej transakcji. Niestety w dzisiejszych czasach Irańczycy o tym wiedzą i ceny są sztucznie zawyżone, przez co my Europejczycy jesteśmy z siebie dumni po wynegocjowaniu 50% zniżki. Pokręciłem się z znajomym po placu i okolicy, po czym postanowiłem wrócić do hotelu. Byłem już trochę zmęczony.

Do hotelu wracałem sam. Było już ciemno, Isfahan ma około 2mln mieszkańców, szedłem z aparatem na szyi i mimo wszystko nie czułem się w żaden sposób zagrożony. W krótkim czasie dotarłem do hotelu.

 

#ORCHID HOTEL
Orchid Hotel był drugim lub trzecim miejscem, do którego dzwonił Abad podczas rezerwacji noclegu. Hotelem nie był miejscem tradycjonalnym, jak poprzednie dwa, natomiast standardem przypominał europejskie hotele.

Iran

Nie twierdzę, że był zły, ale bardzo podobały nam się poprzednie miejsca i przywykliśmy do nich. My dostaliśmy dwójkę z łazienką, a kolega malutką jedynkę, w której połowę miejsca zajmował stary klimatyzator, podobny do tego, jaki widzieliśmy w Pasargadzie.

Iran

Nasz pokój kosztował 40E za noc, a w cenie było jeszcze śniadanie (najgorsze, jakie jedliśmy).

Iran

Iran

W pokoju dostępny był telewizor, lodówka, klimatyzacja (my mieliśmy nowoczesną) oraz łazienka. W sumie spędziliśmy w nim dwie noce.

Iran

Obsługa była bardzo miła. Manager hotelu pomógł nam z zakupem biletów na autobus jadący na lotnisko w Teheranie. W ofercie śniadaniowej nie było nawet kawy. Raz zamówiłem kawę, ale się jej nie doczekałem. Do picia był sok i herbata, a do jedzenia skromny nabiał, irański chleb (bardzo suchy), miód, dżem, warzywa i arbuz.

Pierwszego wieczora w hotelu spotkała mnie nieprzyjemna przygoda. Tuż przed snem okazało się, że nie mam przy sobie niektórych dokumentów, w szczególności potwierdzeń rezerwacji itp. Przeszukałem cały plecak, ale bez rezultatu. Skontaktowałem się z Abadem, który również nie znalazł ich w swoim aucie. Po przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że dokumenty zostały najprawdopodobniej w Niayesh Hotel w Shiraz. Skontaktowałem się z nimi przez Whatsapp, obiecali sprawdzić rano. Okazało się, że znaleźli je, niestety ja byłem jakies 500km dalej. Nie spodziewałem się ich zwrotu, ale recepcjonistka wysłała kierowcę z hotelu na dworzec autobusowy, ten z kolei przekazał papiery kierowcy autobusu jadącego z Shiraz do Isfahanu, a następnie przesłali mi dane przyjazdu. W ten oto sposób tego samego dnia wieczorem otrzymałem swoją własność. Ktoś powiedział mi, że nie zdziwiłby się, gdyby dokumenty zostały odesłane do Polski, gdyby znaleźli tam adres.

Rano po śniadaniu udaliśmy się ponownie na Plac Imama, gdzie planowaliśmy wejść  do obu znajdujących się tam meczetów.

Iran

Zanim tam weszliśmy pokręciliśmy się trochę po placu i porobiliśmy trochę zdjęć.

Iran

Iran

 

#SHEIKH LOTFOLLAH MOSQUE
Meczet Sheikh Lotfollah był pierwszym, do którego weszliśmy. Wstęp kosztował 200000 riali (około 20zł). Obiekt nie jest duży, ale ciekawy.

Iran

Powstał na początku XVII wieku i jest uważany za arcydzieło architektury irańskiej. Co ciekawe nie posiada minaretów, ani ogrodu, co jest nieodłączną częścią tego typu budowli.

Iran

Iran

Najprawdopodobniej nie miał on być budynkiem publicznym. Wewnątrz wrażenie robią misternie wykonane mozaiki. Po wyjściu na zewnątrz skierowaliśmy się do drugiego meczetu.

Iran

Iran

 

#MECZET KRÓLEWSKI (MECZET SZACHA)
Drugim meczetem do którego weszliśmy był Meczet Królewski, zwany Meczetem Szacha. Funkcjonują jeszcze nazwy Meczet Imama lub Meczet Jaame Abbasi.

Iran

Był on znacznie większy niż Meczet Sheikh Lotfollah. Bilet kosztował 200000 riali (około 20zł). Powstał w 1630 roku i ma wymiary 100m na 130m. Jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Iran

Meczet został zbudowany na planie czterech ejwanów, czyli przysklepionych pomieszczeń otwartych od strony dziedzińca.

Iran

IranIran

Budowla jest przedstawiona na banknocie 20000 riali. Wnętrze jest bardzo piękne i bogato zdobione misternymi mozaikami.

Iran

Iran

Po wyjściu na zewnątrz spotkaliśmy naszego kolegę, który nie wchodził do meczetu. W między czasie poznał kilku Irańczyków, którzy zaprosili nas na herbatę do swojej galerii dywanów, mieszczącej się w jednym z rogów placu.

Iran

Na miejscu podano nam przepyszną herbatę szafranową. Nasi nowi koledzy pokazali nam kilka dywanów, ale nie byli natrętni w kwestii kupna. Niektóre z nich były strasznie drogie, ponieważ wszystkie są robione ręcznie, jeden z nich był tkany kilka lat i kosztował 20000$. W przypadku chęci zakupu płacić można kartą kredytową, a transakcja odbywa się przez internet przez jeden z banków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W galerii rozmawialiśmy również na temat podróży i zwiedzania Iranu. Ogólnie spotkanie było miłe i przyjemne, ale z uwagi na chęć zobaczenia miasta grzecznie się pożegnaliśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Po kilkunastominutowym spacerze dotarliśmy do rzeki Zajande Rud, która była wyschnięta. Z informacji uzyskanych od miejscowych woda pojawiała się w okresie późnej jesieni.

Iran

Ishahan słynie z przepięknych mostów znajdujących się na Zajande Rud. W pierwszej kolejności dotarliśmy do mostu Ferdowsi, który nie wyróżniał się specjalnie i był zwykłą przeprawą dla aut na drugą stronę rzeki. Znajdowało się na nim kilka kolorowych ozdób, które wieczorem ładnie świeciły. Z tego miejsca skierowaliśmy się w stronę mostu Joui. W jego filarach znajdowały się herbaciarnie.

Iran

My trafiliśmy do tej, która była bliżej strony północnej. Prowadził ją Ormianin, który prawie w ogóle nie znał angielskiego. Na szczęście menu było również po angielsku.

Iran

Zamówiliśmy herbatę szafranową, olbrzymią porcję lodów i coś, co nazywało się Dough & gosh-e fil, a w menu znajdowało się w sekcji „kawy”.

Iran

Był to napój jogurtowy. Podobno w Iranie „kawa” to właśnie tego typu napój jogurtowy.

Iran

Początkowo poprosiłem sprzedawcę, aby mi wyjaśnił co to za „kawa”, ponieważ chciałem się napić kawy, a nie jogurtu. Gestami poprosił o chwilę czasu i po kilku minutach przyniósł mi napój jogurtowy z ciasteczkami różanymi. Wypiłem i muszę przyznać, że było smaczne. Po chwili Ormianin zabrał mi kubek, w którym jeszcze było trochę „kawy” i spytał, czy mi smakowało, a ja byłem trochę zszokowany tą „bezczelnością”, że nie wiedziałem co odpowiedzieć. Okazało się, że była to próbka i po kilku minutach otrzymałem wielki kubek z „kawą” i ogromną porcję różanych smakołyków. Porcja była tak wielka, że nie byłem jej w stanie dokończyć. Ceny były przyzwoite, za lody zapłaciliśmy 130000 riali (około 13zł), a „kawa” kosztowała w granicach 110000 riali (około 11zł). Ciekawa była również herbata szafranowa, ponieważ cukier nie wyglądał tradycyjnie jak w Polsce, tylko podany był w formie bliżej nie określonych form i miał brązowy kolor. Wystarczyło go wrzucić do herbaty, a on momentalnie się rozpuszczał.

Po konsumpcji przeszliśmy na drugą stronę rzeki, do niewielkiego skwerka.

Iran

Był tam cień tak potrzebny w upalny dzień. Na trawie pod drzewami siedziały różne grupki, w większości rodziny, które chroniły się przed upałem.

Iran

W ten sposób doszliśmy do mostu zwanego Mostem Trzydziestu Trzech Łuków (Si-o-Seh Pol Bridge), który w godzinach wieczornych jest pięknie oświetlony.

Iran

Iran

Z mostu skierowaliśmy się na południe, naszym celem była ormiańska katedra. Idąc w jej stronę minęliśmy budowaną  stację metra. W tej części miasta było bardzo pusto. Po kilku minutach marszu dotarliśmy do kościoła katolickiego Bedkhem Church, który okazał się być zamknięty.

Iran

Kilkadziesiąt metrów dalej dotarliśmy do Jolfa Square, niewielkiego placu, przy którym znajdowała się mała fontanna. Placyk otaczały sklepiki, ale były zamknięte, zapewne z uwagi na święto.

Iran

Gdy robiliśmy zdjęcia podeszło do nas kilku Irańczyków i spytali nas skąd jesteśmy. Tradycyjnie rozwinęła się z tego dłuższa rozmowa. Jeden z nich wspomniał, że uwielbia polską piosenkarkę Honoratę Skarbek, ale nie rozumie jej tekstów. Wspominali również, że studiują w Teheranie historię i rozmawiali z nami nt. kultury i historii. Po kilku minutach rozmowy zaprosili nas na herbatę do kolejnej galerii dywanów, którą prowadził kuzyn jednego z nich. Skusiliśmy się na propozycję i po kilku minutach byliśmy już na miejscu.

Galeria znajdowała się zaraz obok wspomnianej wcześniej katedry. Wewnątrz podano nam przepyszną szafranową herbatę. Po kilku minutach kuzyn naszego nowego kolegi zaczął nam jak zahipnotyzowany pokazywać różne dywany. Każdy z nich miał swoją historię, wielkość i cenę. Początkowo było to bardzo ciekawe, ale później zaczęło być bardzo nachalne. Nasz znajomy planował kupić jeden z dywanów, ale sprzedawca nie chciał się targować. Twierdził, że jego dywany są najlepsze i on nie zawyża cen jak inni. Po bardzo długich pertraktacjach kolega kupił jeden z dywanów. My też byliśmy zachęcani do kupna, ale podziękowaliśmy. Tak oto jednego dnia byliśmy w dwóch galeriach dywanów, w obu poczęstowano nas herbatą, ale w pierwszej byliśmy przyjęci bardzo miło, a właściciele byli bardzo uprzejmi. Niestety w tej drugiej sprzedawca był na tyle natarczywy, że prawdopodobnie do kolejnej już byśmy nie chcieli wchodzić.

 

#KATEDRA ŚWIĘTEGO ZBAWICIELA
Po wizycie w galerii dywanów poszliśmy do katedry Świętego Zbawiciela. Bilet wstępu kosztował 200000 riali (około 20zł). Wewnątrz było sporo osób. Katedra składa się z kilku budynków, z których najstarsze pochodzą z XVII wieku. Świątynia należy do Kościoła Ormiańskiego. Wnętrza katedry są bardzo ciekawe. Bardzo polecam wejście do środka.

Iran
Iran

Przy okazji wizyty na dziedzińcu monasteru zaczepił mnie ośmioletni chłopiec z ojcem w celu konwersacji.

Iran

Podobno ów młodzieniec chciał podszkolić angielski i zależało mu na krótkiej konwersacji. Porozmawiałem z nim na różne tematy, głównie sportowe. Pytał m.in. o polskich piłkarzy.

Iran
Po wyjściu z katedry znajomy wrócił z dywanem do hotelu, a ja z żoną udaliśmy się na dworzec autobusowy Soffeh w celu spotkania z kierowcą autobusu, który wiózł dla mnie zagubione dokumenty. Nie chcieliśmy iść piechotą, ponieważ odległość była znaczna. Postanowiliśmy skorzystać ze stopa. W Iranie podróżowanie stopem w miastach to jedna z form transportu, wystarczy tylko wyjść na ulicę i pomachać ręką (pamiętajmy, żeby nie wystawiać kciuka jak w Polsce, gdyż jest to obraźliwy znak). Po kilku sekundach zatrzymał się samochód (chyba drugi, który nas mijał). Podaliśmy nasz cel i ustaliliśmy cenę na 120000 riali (około 12zł). Kierowca całą drogę zabawiał nas rozmową, wspominał, że pracował jako informatyk, że był zwerbowany przez wywiad oraz to, że siedział z tego powodu w więzieniu przez miesiąc. Jego historia wydawała się tak ciekawa, że aż nie prawdziwa, ale może z drugiej strony mówił prawdę.

Do dworca dojechaliśmy bardzo szybko około godziny przed przyjazdem autokaru z Shiraz. Pozostało nam tylko oczekiwać na autobus. Wiedziałem jaka to firma transportowa (większość busów miało tabliczkę po angielsku), znałem nazwisko kierowcy (który nie mówił po angielsku) oraz miałem numery tablic rejestracyjnych (oczywiście w farsi). Dodatkowo miałem numer telefonu do kierowcy, ale nie mogłem dzwonić. Niestety mój starter miał jakąś wadę i nie działały połączenia wychodzące.

Iran

Przez niemal godzinę stałem na wjeździe na dworzec w oczekiwaniu na właściwy pojazd. Co jakiś czas wjeżdżał autokar przewoźnika, którego szukałem, ale żaden nie był właściwy. Planowy przyjazd był o godzinie 18:00. Biorąc pod uwagę, że odległość z Shiraz do Isfahanu to 500km to przyjazd mógł być zarówno przed jak i po deklarowanym czasie. Tuż przed 18 przyjechał autobus, z którego wysiadła grupka około 7 młodych Irańczyków. Niestety nie znali angielskiego, ale od czego są nowoczesne technologie? Korzystając z Google Translator tłumaczyłem z angielskiego na farsi krótkie zwroty w stylu: "czekam na autobus z Shiraz", "kierowca ma przesyłkę", "czy mogliby zadzwonić do niego, gdyż ja nie mogę". Bardzo szybko załapali temat. Już mieli dzwonić, gdy wjechało jednocześnie kilka autokarów, a moi rozmówcy wskazali mi jeden z nich, że to ten oczekiwany przeze mnie. Podziękowałem i szybko pobiegłem za nim. Kierowca miał dla mnie solidnie opakowane dokumenty. Ta przyjemność kosztowała mnie 100000 riali (około 10zł). Taką kwotę prosiła o uregulowanie recepcjonistka z hotelu. Ja byłem szczęśliwy i spadł mi kamień z serca. Po kilku minutach opuściliśmy dworzec, złapaliśmy taksówkę, a kierowca po dłuższych negocjacjach za 150000 riali (około 15zł) zawiózł nas bezpośrednio do hotelu. Po drodze mieliśmy przyjemną niespodziankę, a mianowicie z okazji święta, które miało miejsce tego dnia (odpowiednik naszej niedzieli) załapaliśmy się na darmowe lody szafranowe, które rozdawali wśród kierowców na ulicy.

Po odpoczynku popołudniowym postanowiłem udać się jeszcze na spacer po mieście, w szczególności zależało mi na sfotografowaniu mostu Trzydziestu Trzech Łuków, który w nocy był przepięknie oświetlony. Z mojego hotelu prowadziła do niego bardzo prosta droga (około 30 minut spaceru). Po drodze mijałem ogromne tłumy ludzi, którzy wyszli coś zjeść. Ja postanowiłem spróbować pizzy w jednej z miejscowych pizzerii. Zamówiłem 6 niewielkich kawałków (3 rodzaje pizzy) w cenie około 60000 riali (6zł). Dostałem do tego jeszcze napój. Muszę przyznać, że było smaczne.

Iran

Usiadłem sobie na ławce przy deptaku i konsumując przyglądałem się ludziom. Zauważyłem, że niektórzy miejscowi w ogóle nie kryją się z okazywaniem uczuć. Niektóre pary tuliły się, widziałem nawet jak pewni młodzi się całowali. Dla nas może nie jest to dziwne, ale irańskie realia i religia są trochę odmienne w tej kwestii. W krajach muzułmańskich okazywanie uczuć na ulicy jest niewskazane, a w niektórych przypadkach nawet zabronione.

Tuż przed wejściem na most znajdowało się zakorkowane rondo, przy którym były ogromne tłumy. W kilku miejscach stały busiki, z których wydawano darmowe lody i napoje, a z głośników brzmiała arabska muzyka.

Iran

Była tak głośna, że niestety nie dało się przebywać w tym miejscu zbyt długo, więc udałem się na most.

 

#MOST TRZYDZIESTU TRZECH ŁUKÓW (Si-o-Seh Pol Bridge)
Przy moście Trzydziestu Trzech Łuków byłem tego samego dnia, ale koło południa. Wieczorem to zupełnie inna budowla. Most powstał w 1602 roku i składa się z 33 łuków, stąd właśnie jego nazwa.

Iran

Jest zbudowany w stylu safawidzkim. Wieczorne oświetlenie naprawdę jest przepiękne. Na moście było dużo spokojniej w porównaniu do tłumów przy rondzie i ulicy.

Iran

Posiedziałem sobie chwilę na moście i porobiłem trochę zdjęć, a następnie skierowałem się w stronę Placu Imama.

Iran

Iran

Po drodze przeszedłem przez Hasht Behesht Garden, czyli niewielki park, w którym przebywało wiele rodzin. Życie w Isfahanie zaczynało się dopiero po zmroku. W parku przebywały liczne rodziny, zarówno dzieci oraz osoby starsze. Każda rodzina miała rozłożone koce, krzesełka itp.

Iran

Obok znajdowały się termosy, kociołki i inne naczynia zawierające posiłki. Każdy kto mógł konsumował kolację, niektórzy się bawili, śpiewali i tańczyli.

Iran
Kontynuując spacer w stronę placu przeszedłem przez ciekawie oświetlony tunel składający się z dużej ilości małych światełek.

Iran

Po kilku minutach marszu dotarłem na Plac Imama, który był pełen ludzi. Posiedziałem sobie na ławce i po kilku minutach wróciłem do hotelu, gdzie spotkałem znajomego, który zdążył poznać kolejnych turystów.

Iran

Następnego poranka musieliśmy się spakować i opuścić hotel. Bagaże mogliśmy zostawić w przechowalni. Tego dnia popołudniu około 17:30 mieliśmy autobus na lotnisko w Teheranie, jednakże postanowiliśmy sobie pospacerować jeszcze po mieście. Nasz kompan podróży postanowił nas opuścić i kontynuował podróż z Irlandczykami poznanymi w hotelu, natomiast nam postanowili towarzyszyć poznani wieczór wcześniej Polacy.

Po opuszczeniu hotelu napotkaliśmy pochód ludzi, którzy wiwatowali "Ali ali". Całości towarzyszyła bardzo głośna muzyka. Dowiedzieliśmy się, że było to święto Aliego, który był następcą Mahometa.

Iran

Gdy tłum ludzi przeszedł udaliśmy się do parku, w którym byłem poprzedniego wieczora. O poranku było tam pusto. W jego centralnej części mieści się pałac Hasht Behesht (bilet w cenie 200000 riali - 20zł), ale postanowiliśmy nie wchodzić do środka.

Iran

Przed pałacem znajdowała się sporej wielkości fontanna.
Iran

Iran
Kontynuując spacer dotarliśmy do tej samej herbaciarni na moście, w której byliśmy dzień wcześniej. Ja miałem straszną ochotę na lody, które dzień wcześniej próbowała żona. Spędziliśmy tam trochę więcej czasu niż dzień wcześniej, gdyż spodobała nam się gra w jengę. Grając w 4 osoby wychodziły nam tak niesamowite wieże, że nawet kibicował nam prowadzący herbaciarnie Ormianin.

Iran
Po konsumpcji tych niesamowicie przepysznych dóbr udaliśmy się na dalszy spacer. Przeszliśmy przez most na drugą stronę, gdzie był skwerek i poszliśmy w stronę drugiego mostu Pol-e Chadżu, który powstał w 1650 roku. Most posiada 23 łuki oraz 105 metrów długości.
Iran

Iran
Po powrocie na północną stronę trafiliśmy na monument w postaci rozłożonej ręki z dmuchawcem.

Iran

Zaczepili nas tam młodzi Irańczycy, którzy siedzieli sobie w cieniu i jedli obiad. Niestety nie znali angielskiego, ale nie było to barierą w komunikacji, bez problemu powiedzieliśmy skąd jesteśmy, a jeden z nich używając translatora zadawał nam różne pytania. Ogólnie to my mówiliśmy po polsku, oni w farsi. Oni nie rozumieli nas, a my ich, ale i tak było zabawnie, bo wszyscy się śmialiśmy. Z tego miejsca rozpoczęliśmy spacer w stronę Placu Imama. Po drodze minęliśmy jeszcze szkołę z ciekawymi muralami.

Iran

Iran
W okolicy placu w jednym z otwartych sklepów kupiliśmy bezalkoholowe piwo Delstar, które piliśmy po drodze. W jednym miejscu bardzo dziwnie patrzył się na nas policjant, aczkolwiek trochę mnie to dziwiło, ponieważ nie piliśmy alkoholu. Na Placu Imama postanowiliśmy trochę posiedzieć przy fontannie.

Iran

Iran

Niestety nieubłagalnie zbliżał się czas powrotu do hotelu po bagaże. Pożegnaliśmy się z naszymi przyjaciółmi i wróciliśmy do Orchid Hotel.

Iran

Pracownik hotelu zatrzymał dla nas taksówkę, dzięki temu mieliśmy zapłacić trochę mniej za kurs. W ten oto sposób zdezelowanym peugeotem za 100000 riali (około 10zł) dojechaliśmy na dworzec Kaveh znajdujący się na północy Isfahanu.

#DWORZEC KAVEH
Dworzec Kaveh jest olbrzymim terminalem autobusowym. Po wejściu do niego trzeba udać się do właściwego gate (zupełnie jak na lotnisku), następnie w okienku trzeba oddać wydrukowany bilet, a kasjerka dała nam nowy. Potem udaliśmy się do niewielkiej poczekalni, do której od czasu do czasu przychodził jakiś mężczyzna i wołał ludzi na konkretny kurs.
Planowy odjazd był o 17:30 i rzeczywiście wszystko odbyło się punktualnie. Dojazd na lotnisko w Teheranie miał zająć około 5-5,5h.

Iran
Autobus, którym jechaliśmy to tzw. vipbus, czyli luksusowy autokar. W każdym rzędzie były tylko trzy fotele z ogromną ilością miejsca na nogi. Co ciekawe każdy fotel można było rozłożyć do pozycji leżącej.

Iran

IranIran

Na każdego pasażera czekał poczęstunek. Mi trafiło się miejsce w pierwszym rzędzie na środkowym fotelu z przepięknym widokiem na całą drogę, ale niestety pas bezpieczeństwa nie chciał się zapiąć.

Iran

Sama podróż na lotnisko była pełna przygód. Początkowo było bardzo interesująco, ponieważ widoki za oknem były przepiękne, ale im bliżej było do celu, to zaczęły się pojawiać problemy. Najpierw w połowie drogi kierowca zarządził przerwę, która miała trwać 20 minut, ale przedłużyła się do 40 minut, nastąpiła również zmiana kierowcy. Co prawda mieliśmy jakiś bufor czasowy, ale im bliżej byliśmy Teheranu, tym większe korki zaczęły pojawiać się na drodze. W kilku miejscach staliśmy nawet 15 minut. Przysłowiowym gwoździem do trumny była sytuacja, gdy w okolicach kolejnych bramek na autostradzie około 100km od lotniska zatrzymała nas policja. Okazało się, że nasz autokar przetarł się z jakąś osobówką. Obaj kierowcy (autokaru i osobówki) prawie skoczyli sobie do gardeł. Niestety przed bramkami poboru opłat na autostradzie na pięciu pasach jazdy stało dziesięć rzędów aut i było bardzo ciasno, więc o kolizję nie było trudno. Myśleliśmy, że w tej sytuacji na samolot już nie zdążymy, ale nie wiem jaki cudem 10 minut później nasz kierowca wrócił na swoje miejsce i odjechaliśmy. Chyba chciał nadrobić stracony czas, bo gnał jak szalony. Ostatecznie na lotnisko dotarliśmy z godzinnym opóźnieniem, ale około 3h przed odlotem.

Iran

#TEHERAN LOTNISKO
Po opuszczeniu autokaru udaliśmy się do terminala odlotów. W pierwszej kolejności na wstępie odbyła się kontrola bezpieczeństwa nr 1, oczywiście kobiety osobno, z tym, że jakimś trafem mojej żony nie kontrolowali w ogóle. W następnej kolejności udaliśmy się wymienić walutę, która nam pozostała (w kilku miejscach czytałem informację, że wywożenie irańskiej waluty jest zabronione). Następnie trzeba było udać się do "check in", aby otrzymać właściwy bilet. Nauczony doświadczeniem przepakowałem swój plecak, aby nie przekraczał 10kg. Niestety okazało się, że było dozwolone 8kg (podczas lotu do Iranu było to 10kg), niemniej pozwalali zabrać dodatkową torbę np. aparat fotograficzny. Osobę przed nami sprawdzali dosyć konkretnie, ponieważ pasażer miał zbyt duży bagaż i musiał dopłacić. Mój bagaż też minimalnie przekraczał wymiary, ale starałem się nim nie afiszować, najpierw ważyli plecak żony. Dodatkowo mieli problem ze znalezieniem naszej rezerwacji, więc zeszło im trochę dłużej, ostatecznie mojego bagażu nie ważyli w ogóle i dali mi tylko naklejkę do naklejenia na plecak.
Z "check in" udaliśmy się do kontroli paszportowej, na szczęście obyło się bez problemów i po kilku minutach czekała nas ostatnia kontrola – kontrola bezpieczeństwa. Kobiety osobno, żona przeszła ją bardzo szybko. Ja z bagażu wyciągnąłem elektronikę oraz kosmetyki. Celnik przyczepił mi się do niewielkiego dezodorantu 50ml, wskazując, że puszka jest łatwopalna i wyrzucił ją do śmieci. Przyznam, że zawsze latam z tego typu produktami i nigdy nie było problemów, ale nie chciałem z nim dyskutować. Byłem trochę zestresowany tym, że stojąc w kolejce uświadomiłem sobie, że mam jeszcze kilkaset tysięcy riali, ale na szczęście nikt nic nie sprawdzał. Chwilę później delektowaliśmy się spokojem, leżąc na rozkładanych fotelach w poczekalni lotniskowej w oczekiwaniu na samolot. Wylot do Baku był planowo o 2:35 w nocy, obyło się na szczęście bez żadnych opóźnień, a nasz samolot wystartował o czasie. W ten oto sposób po 6 dniach pobytu skończyła się nasza irańska przygoda.

Pora na małe podsumowanie całego pobytu w tym pięknym kraju. Pomimo różnych przygód cały wyjazd wspominamy bardzo miło. Spodobało mi się tak bardzo, że w przyszłości chciałbym tutaj wrócić na dłużej. Ludzie są bardzo mili, ceny niskie, a atrakcje ciekawe.

Podczas całego wyjazdu nie zdarzyły nam się duże nieprzyjemności poza tymi, które opisałem, aczkolwiek słyszałem o przypadkach, że na ulicy potrafi zatrzymać turystę policjant w cywilu i prosi o podejście do nieoznakowanego radiowozu, następnie prosi o paszport, zabiera go i żąda okupu. W naszym przypadku paszporty były przechowywane przez recepcję w hotelu, więc były bezpieczne. Gdyby się taka sytuacja komuś zdarzyła, to należy funkcjonariusza poinformować o takie sytuacji, jeśli będzie to przebieraniec, to oddali się z miejsca, a jeśli będzie prawdziwy, to pojedzie z nami do hotelu sprawdzić naszą tożsamość. Pamiętajmy, aby zawsze być czujnym, oszuści mogą czekać wszędzie.

Miasta, które odwiedziliśmy, czyli Shiraz, Isfahan oraz Jazd należą do najbardziej popularnych wśród turystów. Większość ludzi sugeruje unikać Teheranu, gdyż jest tam spore zanieczyszczenie oraz niewiele rzeczy do zobaczenia.

Będąc w Iranie pamiętajmy, aby stosować się do ich zasad, a nie powinno nas spotkać nic złego :)

Wszystkie niezbędne rzeczy, które wymagane są do wyjazdu opisałem w pierwszej części relacji z Iranu. Jeśli masz czytelniku do mnie jakieś pytania w kwestii organizacji wyjazdu do tego pięknego kraju to chętnie pomogę.

Następna relacja będzie już z Baku w Azerbejdżanie.

Przydatne linki:
Wizy w Aina Travel 

Rezerwacja noclegu w Niayesh Hotel 

Strona kierowcy Abada

Pozostałe wpisy z tego wyjazdu:
Kijów część 1
Kijów część 2
Iran część 1
Iran część 2
Baku część 1
Baku część 2
Budapeszt

You have no rights to post comments

o mnie


Na moim blogu podróżniczym zabiorę was do świata moich podróży, pokażę zdjęcia oraz ciekawostki z miejsc, które odwiedziłem.

antka wspiera

Tuba Gliwic

Aina
Śląskie Trendy

Jestem również na:

zBLOGowani.pl