#antekpodrozuje

Wieczór w Lizbonie - wrzesień 2018


Lizbona - jedno z najpiękniejszych miast, które mieliśmy okazję odwiedzić. W połowie września polecieliśmy tam drugi raz w tym roku. Mimo, iż przylot mieliśmy zaplanowany późnym popołudniem to i tak chcieliśmy odwiedzić centrum miasta i przejechać się tramwajem 28.

Tak naprawdę Lizbona była naszym przystankiem w podróży na Wyspy Zielonego Przylądka.

#PODRÓŻ
Do Lizbony polecieliśmy samolotem portugalskich linii TAP, a wylot miał miejsce z Warszawy. Cena za taką przyjemność to około 400zł od osoby.

Oczywiście w cenie był ciepły posiłek, który zaspokoił wielkiego głoda.

Niestety wylot z Warszawy opóźnił się o ponad godzinę, ponieważ samolot przyleciał po nas z opóźnieniem.

Mieliśmy być na miejscu około 18:30, a byliśmy koło 20. W związku z czym na zwiedzanie wieczorne nie zostało nam zbyt wiele czasu.

Do centrum oczywiście dojeżdża się metrem. Na stacji przy lotnisku mieszczą się fajne karykatury (jest ich całe mnóstwo).

Kupiliśmy bilet 24h w cenie 6,3E.

#NOCLEG
Nocleg zarezerwowaliśmy przez booking, a nasz wybór padł na Ameli Rooms. Co ciekawe obiekt ten mieścił się raptem 100m od hotelu, gdzie spaliśmy w lutym. Za jedną noc zapłaciliśmy 30E, a na miejscu okazało się, że pokój jest w prywatnym mieszkaniu, w którym mieszka rodzina.

Pokój pod wynajem był niestety w remoncie, więc przydzielono nam prywatny pokój któregoś z członków rodziny.

Lokalizacja świetna, obsługa bardzo miła. Właścicielka niestety nie znała angielskiego, ale wszystko tłumaczyła używając google translator i dało radę się dogadać. Ponadto pani była przemiła aż do przesady i przegadałaby rasowego mówcę :)

Po zameldowaniu się pojechaliśmy metrem do Baixa-Chiado. Byliśmy bardzo głodni, więc zależało nam, żeby znaleźć jakieś ciekawe miejsce na kolację. Co nas zdziwiło miasto było puste. Zapewne było to spowodowane faktem, że była środa, a więc środek tygodnia.

#TRAMWAJ 28
No i udało się, na przystanku Chiado (obok posągu Antonio Ribeiro) wsiedliśmy do Tramwaju 28, który był niemal pusty.

Zazwyczaj widzieliśmy wagoniki wypakowane ludźmi do granic możliwości.

Po kilku przystankach wysiedliśmy, gdyż wypatrzyliśmy ciekawe miejsce na kolację, ale o tym za chwilę.

Wracając do centrum jechaliśmy już kompletnie pustym tramwajem. Na odcinku na Calçada da Săo Francisco znajduje się najbardziej stromy podjazd tramwajowy na świecie, który wynosi 145‰. Podczas przejazdu tramwajem mieliśmy okazję przejechać ten fragment.

Faktycznie było stromo. Przejazd kosztuje tyle ile bilet jednorazowy (1,45E) lub jest darmowy w ramach biletu o dłuższej ważności.

#CHIPIE LA GALETTE (NALEŚNIKARNIA)
Chipie la Galette to świetna naleśnikarnia mieszcząca się przy niewielkim placyku na rogu R. Poiais de São Bento oraz R. do Poço dos Negros.

Zamówiliśmy tosta oraz coś co przypominało naleśnika z jajkiem i bekonem.

Niestety nazwy nie znam, ale było przepyszne i niedrogie.

#PRAÇA DO COMÉRCIO
Z tramwaju skierowaliśmy się prosto na Praça do Comércio, które o tej porze było puste. Na uboczu stał zbudowany tymczasowy kort tenisowy.

W przeszłości na placu znajdował się Pałac Ribeira, który został zniszczony przez trzęsienie ziemi.


Podeszliśmy nad Tag, skąd był fajny widok na posąg Chrystusa oraz Most 25 Kwietnia.

Po krótkiej wizycie nad rzeką przeszliśmy pod Łukiem Triumfalnym Arco da Rua Augusta i poszliśmy na Rua Augusta - najbardziej znaną ulica w Lizbonie.

Weszliśmy do jednej z otwartych piekarni po przepyszne Pasteis de Nata, czyli słynne portugalskie babeczki.

#PRACA DE D. PEDRO IV (ROSSIO)
Z Rua Augusta poszliśmy na Praca de D. Pedro IV. Byliśmy tam już w lutym, ale wieczorem to zupełnie inne miejsce.

Wszystko pięknie podświetlone no i ludzi mniej.

#PRACA DA FIGUEIRA
Ostatnim odwiedzonym miejscem był Praca da Figueira, na którym również byliśmy w lutym.

Długo tam nie zostaliśmy, ponieważ co chwila podchodziły do nas dziwne typki oferując sprzedaż narkotyków.

Ewakuowaliśmy się szybko metrem do naszego pokoju i zaszyliśmy się pod kołdrą.

Niestety rano musieliśmy wstać wcześnie, gdyż po 9 mieliśmy samolot na Sao Vincente. Na lotnisko dojechaliśmy metrem, które otwierają o 6:30 rano.

Lecąc do Lizbony bardzo cieszyliśmy się, że będziemy mogli spędzić tam kilka godzin popołudniowo-wieczornych. Niestety przez późny przylot na miejsce mieliśmy bardzo mało czasu i przez miasto przelecieliśmy niczym tornado. Cieszę się, że udało się przejechać tramwajem 28, czego nie zrobiliśmy poprzednim razem.

Mam nadzieję, że wrócimy kiedyś jeszcze do stolicy Portugalii, gdyż miasto bardzo nam przypadło do gustu.

You have no rights to post comments

o mnie


Na moim blogu podróżniczym zabiorę was do świata moich podróży, pokażę zdjęcia oraz ciekawostki z miejsc, które odwiedziłem.



antka wspiera

Tuba Gliwic

Aina
Śląskie Trendy


50zł zniżki



Jestem również na:

zBLOGowani.pl